something about her green eyes

Posted in zamkniętym wgłąb siebie, otwartym w rzeczywistość on Luty 10, 2012 by pasdenom

Tiaaa… No więc założyłam stronę na facebuku “Joanna Kowalewska Photography”, żeby nie być w tyle. Dodałam pierwsze zdjęcia. Potem te dzisiejsze Parsley’owe. I tak sobie siedzę i paczę paczadłami mymi… no i mówię nie… To nie to. Zabrakło mi pisania o sesjach, modelkach, miejscach  itp. Tak jakoś szaro mi się patrzyło na te obrazki moje. No i oczywiście odpaliłam bloga :)

Dzisiaj wraz z Blenda- medem w odwiedzinach u Parsley’owej się było :) Spóźnieni jak zwykle, bo przecież w naszym duecie to standard. Na szczęście Patrycja dobrą ciocią jest i nie krzyczała aż tak bardzo, a i kawą i ciastami nakarmiła ;) Po kawusi i wypiekach szybki przegląd szafy, minimalistyczny makijaż, włosy i ruszyliśmy do boju ze światłem. Na początku małe problemy, ale po opracowaniu strategii daliśmy radę :)

Nudziło się dziecku :D

Cruel Love

Posted in zamkniętym wgłąb siebie, otwartym w rzeczywistość on Styczeń 22, 2012 by pasdenom

Już nie pamiętam od jak dawna umawiałam się z Adą na zdjęcia. I jest mi wstyd jak nie wiem co! Moje nieróbstwo jest ponad wszystko. Ale wreszcie biorę się w garść i zaczynam wypełniać pustki w głowie. W każdym bądź razie, muszę zajebiście podziękować Adzie za cierpliwość i chęć pozowania do mojej pierwszej od ponad pół roku sesji. Zdjęcia być może nie są najwyższej klasy jeśli chodzi o mnie, ale muszę przyznać, że jestem mile zaskoczona mimo wszystko. Małymi krokami obiecuję, że wrócę do formy. A potem tylko lepiej :) Ogólnie dzisiejsze zdjęcia miały wyglądać zupełnie inaczej, ale niestety pogoda nie dopisała i byłam zmuszona na szybko wykombinować coś, co mogłybyśmy zrealizować w domowym zaciszu. Tak więc przed Wami Ada w spontanicznym niedzielnym foceniu :)

Bez muzyki się nie obejdzie.

Męczy mnie …

Posted in czasem w pokojowym kącie, z wnętrza wyjmuję na świat on Styczeń 15, 2012 by pasdenom

Bez zbędnych słów. Usiadłam i zrobiłam. To wszystko. “A czerwień mojej krwi, to tylko jakiś żart.”

 

 

“Miał rycerzem być. Stchórzył”

Sztuka bez miłości nie istnieje.

Posted in czasem w pokojowym kącie, z wnętrza wyjmuję na świat on Styczeń 9, 2012 by pasdenom

Dziś w nocy stał się cud :) Ruszyłam dupsko i zrobiłam pierwsze od wakacji zdjęcia. To tylko, ale dla mnie AŻ autoportrety. Jak to się narodziło? To dziwne. Nawiązując do tytułu wpisu. To hasło towarzyszy mi od paru dni. I w moim przypadku jest zasraną prawdą ;/ Wystarczył jeden wieczór styczności z tym, co mnie stworzyło a ja bez zastanowienia odwracam się, patrzę na stolik, na którym takowe auto zawsze powstają i biorę w ręce wszystko, co będzie mi potrzebne. Dosłownie bez chwili namysłu. Uczucie, którego nie da się opisać słowami. W głowie jedna piosenka, siedząca tam od jakiegoś miesiąca, a podczas robienia tych zdjęć repeat, repeat, repeat… i tak przez godzinę. To niesamowite jak coś, co kiedyś było całym światem może działać na ludzkie emocje i zachowania, mimo że tego już nie ma.

Always Black&White :)

 

 

Monika i Tomek.

Posted in Uncategorized on Październik 3, 2011 by pasdenom

Za chwilę mija rok od tego szczególnego dnia. Długo zwlekałam z wrzuceniem zdjęć tutaj. W sumie nie wiem dlaczego. Najpierw trochę czasu zajęła mi opieka nad nimi, potem jakieś poprawki. I tak to bywa. Ale dzisiaj postanowiłam się pochwalić moim pierwszym i nieostatnim (na końcu października, znów jako gość i paparazzi w jednym, będę tańcować na weselu : D) ślubem, weselem oraz plenerem, który sprawił mi najwięcej przyjemności oczywiście : ) Tak więc, dzisiaj kilka zupełnie niepozowanych i nieplanowanych (nawet  niektóre plenerowe) fotografii : )

 

 

A ja znowu nie śpię…

Posted in zamkniętym wgłąb siebie, otwartym w rzeczywistość on Sierpień 4, 2011 by pasdenom

Ale to za sprawą zdjęć, za które Agnieszka chce mi chyba łepek ciachnąć : ) No bo jakby nie było to od sesji minęły ponad 3 tygodnie, a to jest stylizacja główna tamtego spotkania, czyli ta moja. Ciuszki, poza butami, naszyjnika i paska są z lumpeksu. Jak zobaczyłam ten sweterek od razu pomyślałam “Agnieszka”, a niemal w tej samej chwili “Ujazd”. Władowałam więc do koszyka i szperałam dalej, a tam… niemalże w tym samym kolorze bokserka na tyle długa, aby spokojnie zakryć pośladki. I tak miałam już danie głównie stylizacji. Pozostało tylko trochę pogłówkować w domu i dobrać dodatki, buty oraz makijaż. Otóż chciałam, aby ta odsłona Agnieszki była taką mieszanką mnie i niej z przewagą niej (przy takim zestawieniu jesteśmy nie do zdarcia). No więc przewagę Agi już miałam w postaci pastelowych kolorów i tego niesamowitego sweterka. Sprawą oczywistą, że dodatek mnie będzie w postaci czerni i będzie to coś, co lubię najbardziej- buty. Doprawiłam to jeszcze, jak to Daria powiedziała, wizytówką kobiety, czyli krechy na oczyskach, róż na policzkach i ustach. Rolę dodatków zagrał zegarek na łańcuszku, brązowy pasek i białe paznokcie. Nie pozostało mi nic więcej, jak zadzwonić do Agi i krzyknąć do słuchawki “jedziemy na sesję do Ujazdu!”. Wcześniej wspominałam jej o tym sweterku więc nie mogła się doczekać, kiedy w jej telefonie wyświetli się moje imię : ) Jak i ja zresztą. No ale dobra już nie przynudzam i daję to, co najsmaczniejsze : ) O ile ktoś w ogóle to czyta ^^

Zdecydowanie jedna z ulubionych min Agnieszki : )

Ktoś tu zapomniał o stopkach.

Najpierw zapraszam na film. To głównie przez niego jeszcze nie śpię. Muzyka jest w moim życiu czymś w rodzaju kropką nad i, wisienką na torcie. Dlatego postanowiłam ubrać fotografie w muzykę, to pozwali lepiej wczuć się w zdjęcia : )

A dla tych bardziej ciekawskich …

Uwielbiam kiedy analog dodaje coś od siebie. Fakt, że nie widać twarzy Agnieszki, ale jak zobaczyłam to “nieudane” zdjęcie, pomyślałam “ten aparat ma kobiecą duszę” ; )

No i kolejne miłe zaskoczenie. Zdjęcie z obrotem udane. I to jak! : )

Agnieszkowe typowe

Wydaje mi się, że to jest tym, które będzie prezentować sesję. Ale skonsultuję jeszcze.
No i to tyle. 5:28, chyba powinnam iść spać.
Dobranoc/Dzień dobry : )

 

Głos trzech kobiet.

Posted in czasem w pokojowym kącie, z wnętrza wyjmuję na świat on Sierpień 2, 2011 by pasdenom

No więc… 5:36, 2gi sierpnia 2011. Zegar biologiczny trochę mi się przestawił, dlatego od paru dni nie śpię o tej porze, ale za to preferuję budzenie o 13/…15. Ale dziś nie idę spać, wtedy padnę o 22, a następnego dnia obudzę się o normalnej porze. To taka trochę terapia szokowa, ale nie robię tego pierwszy raz więc wszystko pod kontrolą. Wiem, pewnie wiele z Was ma za sobą masę nieprzespanych nocy spowodowanymi różnymi sprawami, ale rzadko zarywam noce. Właściwie w takich przypadkach jak ten, kiedy to trochę na przestawiam sobie w głowie jeśli chodzi o pory dnia. Aktualnie oczy mi się trochę kleją, ale to minie za jakieś 2/3h. Chciałam skorzystać z okazji i iść nad rzekę, by sfotografować mgłę towarzyszącą porankowi, ale niestety nie miałam z kim, a samej jakoś nie miałam ochoty. Może za parę dni się uda. Na pewno nie przegapię wschodu nad morzem, to jeden z celi podróży. Ale do rzeczy… Trzy tytułowe kobiety to Norah Jones, Sade i Anna Maria Jopek. Odkopałam je z dysku dzisiejszej nocy. Jestem bardzo rozbita jeśli chodzi o muzykę, właściwie lubię prawię każdy jej rodzaj. Od Punk Rock’ a przez D’n'B do dzisiaj omawianego Smoth Jazz’u i wiele, wiele innych gatunków. Smoth Jazz, jak każdy wie, jest bardzo kobiecą muzyką. To trochę taka rumba wśród tańców i kabriolet wśród samochodów. Ale rumbę tańczą też mężczyźni, a kabriolet to też samochód dla nich. Czasem zupełnie nie mam ochoty na te trzy panie, ale dzisiaj zebrało się na wspomnienia i rozkoszuję się każdym dźwiękiem. Zamykam oczy i kołyszę się machając stopą, podśpiewując w myślach ruszam tylko wargami, by nie zakłócić żadnej z nut. Mimo, że zdjęcia to mój życiowy No.1, to muzyka, jeśli o chodzi przywoływanie wspomnień i nastrojów jest królową w swoim fachu. Kiedy puszczam sobie właśnie taki dynamit emocji nabieram jeszcze większego szacunku do tych wszystkich artystów, którzy tworzą te bomby nastrojowe. Ten rodzaj muzyki działa na mnie szczególnie inspirująco. To właśnie przy takich kawałkach, jak “Come Away With Me” Norah Jones, czy “A Gdybyśmy Nigdy Się Nie Spotkali” Anny Marii Jopek, pisałam wiersze. Fakt, byłam wtedy otumaniona miłością, która jakby walnęła mnie bejsbolem w głowę. Ale muzyka dodatkowo nakręcała klimat i motywowała. Im dłużej słucham tych utworów, tym więcej uczuć przypływa. Właśnie teraz czuję zapach tamtego lata, kiedy zakochiwaliśmy się w sobie. To jest jak narkotyk, który nie uzależnia, ale daje masę przyjemności i prowadzi do tego przyjemnego kąta uczuć. Polecam ten rodzaj terapii.
A teraz trochę z innej beczki. Przez pierwszą połowę dzisiejszej nocy składałam pokłony dla Internetu. Otóż od paru dni namiętnie oglądam bajkę “Pingwiny z Madagaskaru”. Najpierw wpatrywałam się w nią na Comedy Central, potem dorwałam ją bez limitów na necie. A dzisiaj, kiedy spojrzałam w spis seriali na tej stronie moje oczy wpadły w zachwyt. Mianowicie “Seks w wielkim mieście”, który to serial również emitują na Comedy Central. Szukałam już dawno, do ściągnięcia wszystkie 6 sezonów, jednak bez powodzenia. Chciałam nawet kupić, ale nie ma polskiej wersji, a nie pozwoliłabym sobie odebrać tych wszystkich świetnych tekstów, tym bardziej że pewnie zrozumiałabym piąte przez dziesiąte. Tak więc zanim muzyka wprawiła mnie w tornado uczuć, moje gałki wpatrywały się w ekran. A żeby tego było mało, to właśnie w moje władanie wpadł kolejny smaczny kąsek, “Californication” to trzeci uwielbiany przeze mnie serial.
Na zakończenie tego niecodziennego wpisu daję wiersze, o których wspomniałam i dwie mnie : )

To był mój pierwszy

W dziewięćdziesięciu ośmiu punktach
poruszył jej wyobraźnię bezimienną
ze strachu dał siłę delikatności
indywidualnością rozwinął namiętność
sensu sztuki niedojrzałej i
wzniecił w niej
kobietę
A w sześćdziesiątym siódmym
brakło jego słów
i kontynuował
nadawanie dojrzałości
duszy bez imienia

A na wycieczce tej
Twoje myśli skierowane
w stronę mojej
dziwnej postaci,
oplatasz je sobie
wokół niej
i myślisz, że
Ci wolno.
A Tobie wolno
o wiele więcej
niż myślisz …

Odrobina letniego wiatru.

Posted in Uncategorized on Lipiec 29, 2011 by pasdenom

No właśnie, tego nam brakowało przez cały lipiec. Wieczne deszcze i szare niebo. Już 29 lipca, a ja ani razu nie byłam na plaży! Mam nadzieję, że sobie to odbiję nad morzem. Zapowiadają suchy i upalny sierpień, więc jestem dobrej myśli.
No ale wróćmy do zdjęć. Będzie to trzecia stylizacja tamtego dnia. Żeby już nie przedłużać…

 

Oczywiście zanim pojadę nad morze postaram się napoić Wasze oczy zdjątkami. Przed nami jeszcze druga stylizacja tamtego dnia. No i znalazłam nową piękną twarzyczkę, do której knuję stylizację :)

(…) a muzyka dopełnia mnie.

Posted in zamkniętym wgłąb siebie, otwartym w rzeczywistość on Lipiec 17, 2011 by pasdenom

Dziś nie będę się rozpisywać. Po prostu mi się nie chce, wybaczcie. Wynagrodzę to muzyką i motorem tego bloga- zdjęcia, zdjęcia i jeszcze raz zdjęcia. Planem był park/dworek w Ujeździe i jego skarby. Byłam tam pierwszy raz i jestem pod ogromnym wrażeniem. Zapewne to nie była moja ostatnia wizyta w tym magicznym miejscu.
Modelkowała i stylizowała Aga, malowałam ja, blendował Michał- czyli nasza święta trójca od zadań specjalnych. Dodatkowo narobię Wam apetytu, gdyż stylizacji w tym dniu było trzy sztuk. Jedna z nich, mojego pomysłu, jest na kliszy więc trzeba będzie na nią trochę poczekać, w dodatku cierpię na kompletny brak gotówki. Kolejna zaś, ta Agnieszkowa jest w zapisie cyfrowym więc pojawi się niebawem.
Do zdjęć polecam moją używkę muzyczną, którą katuję codziennie od jakiegoś tygodnia i z pewnością będzie to moje wspomnienie z tych jakże niepogodnych wakacji. No… miałam się nie rozpisywać.

MUSIC PLEASE

 

 

 

“deep with-in my soul”

Gośka, co rozwaliła mi system

Posted in I love FASHION! on Lipiec 4, 2011 by pasdenom

19 miejsce w rankingu ikon świata mody należy do Małgosi Beli. 34-letnia krakowianka za pozowała dla hiszpańskiej biblii mody i powaliła mnie na kolana. Nie będę się rozpisywać na ten temat, gdyż zdjęcia mówią same za siebie.
Dodam tylko, że zdjęcia wykonał Greg Kadel, a Małgosia prezentuje ubrania z kolekcji takich marek jak Armani, Yves Saint Laurent, Oscar de la Renta, czy Balenciaga. Jak oglądam takie sesje wena przychodzi sama : )

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.